tag:blogger.com,1999:blog-209736092008-03-08T08:23:25.238+01:00Myśli rozczochraneMiszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comBlogger34125tag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-63751116560419887932007-12-11T19:44:00.000+01:002007-12-11T20:02:23.505+01:00Harry Potter i Poczta PolskaJak myślicie, ile czasu trwa dostarczenie paczki priorytetowej wysłanej na podstawie "Umowy" usługi 24h przez Interesującą i Bardzo Ważną Instytucję POCZTA POLSKA? 10 dni i jeszcze nie przyszła. Z ciekawości zajrzałem na lokalną pocztę....<br /><br /><span style="font-weight: bold;">osoba podająca się za naczelnika urzędu</span><br /><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;"> - 10 dni? Paaaanie, my tu mamy takie standardowe opóźnienie teraz - 2 tygodnie, a wczoraj to miałam w rękach paczkę, którą nadano w sierpniu...<br /><br /><span style="color: rgb(0, 0, 0);">ja</span><br /> - ale to paczka priorytet 24h...!<br /><br /><span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 102);">naczelnik udał się w bliżej nieokreślonym kierunku "aby sprawdzić" (a komputer to im chyba służy tylko jako idealna podstawka pod paprotkę...</span><br /><br />- nie ma i pewnie przed świętami nie będzie, nie <span style="font-style: italic;">awizowano</span> jej u nas...<br /><br /></span><span style="color: rgb(0, 0, 0);">i tak bez słowa zakończyła się ta rozmowa, ani</span><span style="color: rgb(0, 0, 0); font-weight: bold;"> <span style="font-style: italic;">proszę bardzo</span>, </span><span style="color: rgb(0, 0, 0);">ani <span style="font-style: italic;"></span></span><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;"><span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);">spieprzaj dziadu, </span></span><span style="color: rgb(0, 102, 0);"><span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);">naczelnik zajął się swoimi BARDZO WAŻNYMI, bo aż ważniejszymi od klienta, papierami.<br /><br /></span><span style="color: rgb(0, 0, 0);"></span></span><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;"><span style="color: rgb(0, 0, 0);">Następnym razem jak będę miał wybór i podejmę jakże błędną decyzję, że dam zarobić państwowej instytucji z tradycjami, skorzystam jednak z usług parę złotych droższego, ale jednak dostarczającego paczki - kuriera.</span><span style="color: rgb(0, 0, 0);"></span><br /></span><br />Szkoda również, że listonosz to teraz nie ma czasu na swoje statutowe obowiązki... może by tak nazwać go reklamonoszem? Będzie bardziej pasowało...<br /><br />Niech was darmozjady z poczty polskiej, szlag trafi i ogarnie zaraza... precz!<br /><br />Poczta polska - urząd przy ul. Powstańców Śląskich 70...Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-26599883240438691492007-10-13T00:25:00.000+02:002007-10-13T01:37:11.791+02:00o debacie, ale również o pasjonującej scence obyczajowej :)Debata nawet mnie zaciekawiła - dwa jurne koguciki, posadzone obok siebie - zapowiadało się krwawe widowisko! Telewizja jednak zaserwowała szoł w formie równie krwawej co starcie gigantów szachowych. Ciekawe co sądzicie o sztucznym wymuszonym "wyścigu" z czasem oraz o plastikowej kurtuazji pierwszej prezenterki, "teraz pytanie pan ..." "jeszcze 3 sekundy...2... proszę riposta pan ...". Nie mogę zapomnieć o tym, że obaj kandydaci przygotowali się wyśmienicie na barwne odpowiedzi, byli grzeczni i spokojni, za to wrzały trybuny. Jak przystało na XXI wiek, obaj przyprowadzili swoich wyjców i klakierów, cóż chcieć więcej z poziomu prostego człowieka niż igrzysk i chleba? Czy głód ludzkiej ciekawości zaspokaja oglądania politycznie poprawnej aż do bólu rozmowy dwóch ludzi o których opiniach można powiedzieć tylko tyle że obu cechuje (słuszna, lub nie) pewność siebie i tryumfalizm - obrona własnej tezy z pozycji człowieka przekonanego wyłącznie o swojej racji. Argumentów nie usłyszałem żadnych - opinii za to od każdego z kandydatów (?!) po kilka na każdy temat... Panowie szlachta! Tak się dyskusji nie prowadzi, konkretny przeciw argumentom, zamiast konfliktu opinii. I można obyć się bez "tupania nóżką" czy kiwania palcem.<br /><br />Tyle o tytułowej debacie, scenka obyczajowa jest o wiele ciekawsza. Stanowi kolejny element opisujący obecną Polskę. Czekając na przystanku autobusowym obserwowałem Straż Miejską podczas tak zwanej "interwencji środowiskowej". Do tego "w terenie". Na szybko zaparkowany strażakowóz, w nim jeden strażak prowadzi "komunikację" z centralą, obok drugi strażak dominujący ponadprzeciętnym "gabarytem", przyciska do ściany szarego obywatela (żeby nie zabrzmieć politycznie - każdej rzeczpospolitej!) w skrócie - menela. Grobowa cisza, skrępowanie pojawiło się na twarzy "funkcjonariusza pilnującego", pewnie stremował się moją niedyskretną obserwacją. Obywatel prowadzi dyskusję w bardzo wyrafinowanej formie, treściwej i konkretnej "to może ja już pójdę...?". Normalne. Teraz scenka obyczajowa. Nadjeżdża pierwszy samochód, parkuje "w poprzek" na wyjeździe z bocznej drogi za przystankiem. W scenerii widoczny zakaz zatrzymywania się (oprócz ostatnio modnych w stolicy żółtych pasów wzdłuż przystanku autobusowego. Strażacy niewzruszeni, tylko menela trzeba już podtrzymywać, bo mu trochę energii podczas prowadzenia negocjacji uszło. Reakcja zbliżona do pomnika króla Zygmunta na kolumnie, gdy siada na nim gołąb. Mija chwila. WTEM! Parkuje drugi samochód. Zaraz za pierwszym. Tym razem znacznie już "barykaduje" przystanek. Kierowcy zatrzymujących się autobusów próbują zwrócić uwagę strażaków, przez zatrzymywanie się przednimi drzwiami na wysokości tarasujących drogę samochodów. Menel podtrzymywany stoi. Strażacy też. Wkurzeni tylko pasażerowie, bo muszą przeciskać się przy samochodach. Dobrze że zaczęło padać, bo pewnie rodacy złapaliby za pochodnie! Nagle zatrzymuje się trzeci samochód. Kierowca wysiada, idzie w sobie tylko znaną stronę. Zauważa <span style="font-style: italic;">straż wiejską</span>. Straż też go zauważa. Menel również :) Powoduje to wyrzuty sumienia u kierowcy. Wraca i włącza świata awaryjne. Ot, lekarstwo na każde złamanie przepisów... Menel stoi, ale już z coraz większym trudem. Podtrzymuje go silne ramie funkcjonariusza, ten przyjacielski gest spotkał się z sympatią pana Menela, odwzajemnił się tym samym. Ruszony dogłębnie obywatelskim obowiązkiem, zacząłem rozmowę z "władzą".<br /><br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">Ja:</span> <span style="font-style: italic;">(zacząłem z powagą, ale mierząc bezpośrednio między oczy podchwytliwe pytanie)</span> "dzień dobry, widzę że Panowie macie tutaj "sytuację" (tu spojrzałem na Menela), ale czy nie uważa Pan, że te samochody nie są dobrze zaparkowane?"<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">STRAŻAK:</span> <span style="font-style: italic;">(rozgląda się, jakby szukał pomocy - nagle zaskoczony kontaktem z narodem, zmierzył samochody fachowym wzrokiem, dostrzegł znak zakazu zatrzymywania i podjął dialog)</span> chyba nie są! Ale nie możemy teraz nic z tym zrobić, bo wykonujemy "czynności".<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">Ja: </span>"Czyli Menel zły, a samochody dobre?"<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">STRAŻAK:</span> "no" <span style="font-style: italic;">(po polsku to znaczy również "TAK")</span><br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">Ja:</span> "co Panowie zamierzają z tym zrobić?"<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">STRAŻAK:</span> "kolega trzyma menela, żeby nie uciekł i sobie łba nie rozbił"<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">Ja:</span> "...ale ten to ledwo na nogach stoi, ucieknie wam najdalej tu na trawnik, a samochody przeszkadzają obywatelom"<br /><span style="color: rgb(0, 0, 153);">STRAŻAK:</span> <span style="font-style: italic;">(rozkładając ręce)</span> "co poradzić?"<br /><br /><span style="color: rgb(51, 204, 0); font-weight: bold;">Praca domowa: czy zachowanie strażaka było bardziej prawe, czy sprawiedliwe? Odpowiedź uzasadnij.</span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-49651521598221096992007-09-07T23:41:00.000+02:002007-09-07T23:44:29.146+02:00tym razem politycznie :)<span style="text-decoration: none;color:black;" >"[...] takiej</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >władzy</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >w</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >naszych</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >progach</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >wszyscy</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >chcielibyśmy</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >podziękować</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >w</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >kilku</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >nie</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >do</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >końca</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >pięknych</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >słowach</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >z</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >wyrazami</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >szczerej</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >niewdzięczności</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >dla</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >sk*rwysynów</span><br /><span style="text-decoration: none;color:black;" > </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >nie</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >mamy</span> <span style="text-decoration: none;color:black;" >litości [...]"<br /><br />-- "Tonacja (sygnał z piekła)". </span><span style="text-decoration: none;color:black;" >Coma</span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-55483924112409231192007-03-09T00:08:00.000+01:002007-03-09T00:09:46.604+01:00czas na... Superbabki !!!<div style="line-height: 1;" align="justify"> <span style="font-size:-1;color:#bf498d;"> <b>SuperBabki.pl</b> to grono <b>młodych</b>, <b>ciekawych świata</b> kobiet - zwłaszcza tych aktywnych i dynamicznych, chcących doskonalić swoje umiejętności w wielu dziedzinach: poczynając od urody, przez rozwój zawodowy, a na związkach i psychologii kończąc. To nie żadne <i>babskie pogaduchy</i>, ani debaty o <i>malowaniu paznokci</i> - ale profesjonalne szkolenia w określonej dziedzinie. Na każde z nich zapraszamy specjalistę, który prowadzi spotkanie. Nasze zloty organizujemy wieczorową porą w pubach lub klubach, gdzie w niezobowiązującej atmosferze możemy się podzielić naszym doświadczeniem oraz opiniami. <b>Celem spotkań jest przede wszystkim dobra zabawa, a przy okazji zdobycie trochę wiedzy do wykorzystania w praktyce. </b> <br /> <br /> <b>Zapraszamy! Więcej na: <a href="http://www.superbabki.pl/">www.superbabki.pl</a></b> </span></div>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-51378766429603089492007-03-08T23:48:00.000+01:002007-03-09T00:04:21.888+01:00Życzenia na dzień kobiet :)<div style="text-align: left;">Dobrze pamiętam czasy, te z epoki polskiej niewoli umysłowej. Niejednej pani ten właśnie dzień tak się będzie kojarzył już zawsze. <b><i>Dzień</i> <i>kobiet</i></b>. Obowiązkowy urzędowy prezent z pracy – goździki i para rajstop. To przykre, ale skoro prezent był <i>od nikogo</i> więc i obdarowany był traktowany jak <i>nikt. </i>A potem praca. Koniec wyróżnienia – po <i>służbie</i> do domu, odstać swoje w kolejce w mięsnym i bohatersko wzorem <i>matki polki</i> – przygotować obiad, ewentualnie kolację. Udawana uroczystość, wrażenia dnia powszedniego. Czasy minęły, rzeczywistość posunęła się do przodu, ale <i>okiem widza </i>mogę powiedzieć, że nie wszystko się zmieniło. Upokorzenie nie tylko nie minęło, ale jeszcze wzmogło się na sile. Zmieniło tylko formę. To już nie odgórny przykaz, teraz pojawia się codziennie po kilka razy – w radio, telewizorze i gazetach. Ten głupkowaty uśmiech <i>pani Krysi</i> którą olśniło po kilkunastu praniach, że należy używać <i>niezwykłego</i> proszku, albo fantastycznego szamponu <i>witaminowego</i>. Czemu poniża się was w ten sposób, zamiast eksponować waszą zaradność i bystrość. Dlaczego wasza uroda traktowana jest jak produkt? I to jeszcze jaki tani! Delikatność i zmysłowość zastąpiona wylewającą się z każdego zakamarka, jakby wtłaczana w głowę bez zgody widza – wulgarnością i nienaturalnością. Niestety jest to podstawowy wróg ciekawości i chęci poznania. Powtórzę więc za starym, życiowym powiedzeniem: <i>piękno znajduje się w oku patrzącego</i>, rozumiem to patrząc na was okiem fotografa, pragnę uchwycić moment, który najlepiej was opisuje. Fotografia to sztuka światła, a nie wygładzonych zmarszczek czy poprawionego koloru skóry. Portret jest podstawową formą opisu osoby, stanowi wrota do duszy, otwierające drogę do poznania osobowości i charakteru. Przekazuje energię i blask fotografowanej osoby. Podziwiam w was tę swobodę i naturalność, kierowanie się intuicją. Czemu podczas takiego oszałamiającego dnia, nasza świadomość często przykryta jest płytkim komercyjnym blichtrem – mdła krótka wiadomość, przekazana telefonem lub życzenia oklepane złożone w pośpiechu, więc drodzy panowie – skupmy się na tym co tego dnia jest najważniejsze – okażmy szczery szacunek znajomym paniom, pokażmy kim dla nas są naprawdę. Okażmy, że gdzieś w głębi też jesteśmy czuli, coś co odzwierciedli naszą z nimi relację, coś takiego bliskiego i serdecznego. Skończę z filozoficzną pompą – bo one kiedyś będą tworzyły przyszłość – tak jak nasze matki gdy w trudzie minionej rzeczywistości nas wychowywały.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_w1PlQKxJHdg/RfCTn27K-vI/AAAAAAAAACY/ElecNKKA7mg/s1600-h/img_0517.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_w1PlQKxJHdg/RfCTn27K-vI/AAAAAAAAACY/ElecNKKA7mg/s320/img_0517.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5039690295995464434" border="0" /></a><br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://misza.id.uw.edu.pl/artykuly/2007-03-03%20%5bartyku%b3%5d%20%afyczenia%208.03%20%7bsuperbabki.pl%7d.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_w1PlQKxJHdg/RfCV027K-wI/AAAAAAAAACg/WF6LyIecaIc/s320/pdf_icon.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5039692718357019394" border="0" /></a></div>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-76937137402788740492007-01-24T22:13:00.000+01:002007-01-25T12:34:12.610+01:00Krew na skoczni, czyli telewizja kłamiePrawdę mówiąc nie spodziewałem się tego. Nie w takiej chwili, nie w taki sposób. Czasem nie rozumiem motywów podobnego ludzkiego działania. Kiedy zdarzył się wypadek czeskiego skoczka Jana Mazocha, tysiące ludzi na trybunach wstrzymało oddech, wszystkie gardła zamilkły. Obserwowałem razem z innymi każdą kolejną sekundę, kiedy na skocznię błyskawicznie dostała się ekipa medyków, gdy położyli skoczka na nosze, a potem umieszczono w karetce (sprawdzony przez lata Polonez). W międzyczasie konferansjer prosił ekipę fotoreporterów, o ustąpienie miejsca, żeby ambulans miał wolną drogę. Następnie można było bez trudu (z górnej trybuny) obserwować jak karetka podąża ulicami Zakopanego i dociera po nieco ponad minucie do lokalnego szpitala. Wszystko wydaje się być logiczne, proste i jak najbardziej odpowiednie. Ale to co zobaczyłem zaraz potem, zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Otóż na skocznię przyjechała druga karetka. Tym razem piękna i kolorowa <span style="font-style: italic;">R-ka</span>, czysta i zadbana. Z wyraźnymi napisami "Ratownictwo Medyczne", itp. Zaparkowała w podobnym miejscu co poprzednia. Myślałem - <span style="font-style: italic;">bezpieczeństwo musi być przez cały czas, jedna wykorzystana - musi być jakaś w zastępstwie</span>. Nagle wszystkie kamery i aparaty dziennikarzy zostały skierowane na nią. Wtedy włączono sygnalizator świetlny i <span style="font-style: italic;">syrenę</span>. Nawet medycy <span style="font-style: italic;">coś</span> do niej wstawiali. Przyjrzałem się - drugie nosze. Po zamknięciu drzwi - karetka odjechała <span style="font-style: italic;">w siną dal</span>, idealnie <span style="font-style: italic;">pozując</span> przed kamerami. Wieczorem przejrzałem w telewizorze skróty wiadomości dnia. Oczywiście w każdym materiale, przedstawiona była wyłącznie ta <span style="font-style: italic;">podstawiona</span> karetka. Ja rozumiem, że media manipulują naszym spojrzeniem na rzeczywistość, ale żeby aż tak ludziom robić wodę z mózgu? ...i w takiej sytuacji? No cóż, usłyszałem kiedyś, że media kreują się na <span style="font-style: italic; font-weight: bold;">czwartą władzę</span> w Polsce (i pewnie na świecie podobnie). Oby im się nie udało. Życząc panu Mazochowi, powrotu do zdrowia - przedstawiam zdjęcie wykonane w tej groźnej chwili.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_w1PlQKxJHdg/RbfM4kQt34I/AAAAAAAAAAM/tRA1XrZI--E/s1600-h/img_4389.jpg"><img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5023709181533609858" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_w1PlQKxJHdg/RbfM4kQt34I/AAAAAAAAAAM/tRA1XrZI--E/s320/img_4389.jpg" border="0" /></a><br /><span style="font-size:85%;"><span style="font-weight: bold;">fot. Michał Kołodziejski<br /><br /></span></span>Jak zwykle - zainteresowanych klimatem Pucharu Świata w skokach narciarskich, zapraszam na swoją galerię: <a href="http://misza.id.uw.edu.pl/zdjecia/_misc/galeria.php?a=Reportaz/2007-01-19_zakopane">ZDJĘCIA Z ZAKOPANEGO</a> (oraz <a href="http://misza.id.uw.edu.pl/zdjecia">GALERIA</a>)Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1153518832546156542006-07-28T23:50:00.000+02:002006-07-28T13:56:33.530+02:00[*]Z zasady nie patrzę w przeszłość, ale to jest akurat sytuacja wyjątkowa. Dzisiaj mija rok czasu od kiedy podczas burzy oberwałem drzewem po głowie i wylądowałem w szpitalu.<br /><br />Jakby ktoś miał ochotę na gawędę o ciężkiej pobudce w piżamie w której ktoś wcześniej umarł, o historii gdy nie można nic powiedzieć, mimo że bardzo mocno się próbuje - niech się odezwie. Późniejszy miesiąc gdy ciężko jest pogodzić się z rzeczywistością, do której czuje się ogromny dystans, zmaganie z codziennym przypominaniem sobie kolejnych elementów życiowej układanki. Ból fizyczny, wylew - kroplówki i ciągłe czekanie. Oto co się zdarzyło rok temu.<br /><br />Lekarze podpowiedzieli, że przeżywa 10% ludzi po podobnym wylewie krwi. No cóż. Dziękuję że mi pomogliście. Dostałem swoją szansę od losu, na dokonanie zmian w swoim życiu. Dopiero teraz zbieram tego plon. Niezmiernie się cieszę z życia. Moich znajomych i przyjaciół. Podobno nieco się zmieniłem, no cóż - czas nie stoi w miejscu i robi swoje, a ja nie zamierzam się zatrzymywać. (pamiętajcie - <span style="font-style: italic;">zawsze lepiej być częścią rozwiązania niż problemu!</span>)...<br /><br />ps. światełko w tunelu to jakaś pomyłka - bujda. życie też nie przelatuje przed oczami.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/002_The_Storm_FT.jpg.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/002_The_Storm_FT.jpg.jpg" alt="" border="0" /></a><br />fot. Jacek Marek (<a href="http://www.myphotosign.com">www.myphotosign.com</a>)Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1153438421154729552006-07-23T01:32:00.000+02:002006-07-25T14:15:28.803+02:00(auto)portret<p class="MsoNormal">Po moich ostatnich przygodach z lekarzami, nie byłem przez pewien czas w stanie pogodzić się z tym, że jednak istnieją na mapie służby zdrowia miejsca w których ludzie są pomocni, mili a do tego jeszcze widać że pasjonują się swoim zawodem i co najważniejsze - chce im się pracować!!!<br /><br />Moje pozytywne wrażenie może być nieco zniekształcone podejściem jakie zastosowałem. Badanie było dla mnie niezmiernie ważne, więc za wszelką cenę nie chciałem nic "zawalić", poprzez mój antagonizm względem lekarzy. Nie za bardzo miałem czas aby zastanawiać się jak osiągnąć wymagany stopień spokoju. Z początku przyjąłem postawę lichą i durnowatą, jakbym stawiał się przed obliczem samego cara Aleksandra. Podczas całej sytuacji kontaktu, relacja ewoluowała - błyskawicznie wróciłem "do siebie samego". Razem z lekarką przestaliśmy być nienaturalnie spięci, dzięki czemu przygotowania jak i samo badanie przebiegły błyskawicznie i w pozytywnej atmosferze. </p> <p class="MsoNormal">Oby więcej takich lekarzy… Mimo długiego oczekiwania (7 miesięcy), jestem zadowolony.<o:p> </o:p></p> <p class="MsoNormal">Efekt obustronnej miłej współpracy, prezentuję poniżej. Oto zdjęcie mojej głowy </p><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/image.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/image.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1153474931663951072006-07-22T11:40:00.000+02:002006-07-25T14:01:49.996+02:00urazówka 2/2<p class="MsoNormal">Mógłbym napisać - przypadki chodzą po ludziach ale przede wszystkim to raczej nieszczęścia chodzą parami. Więc stało się, zanim moja noga uwolniła się z gipsu – Magda złamała jedną z kostek śródstopia. Pech, nie ma co. W sumie umiałem już chodzić samodzielnie, więc z ochota odstąpiłem jej kule. Oczywiście jako kobiecie – poruszanie sprawia jej większy problem. Z odrobiną pomocy jakoś sobie radzi.</p> <p class="MsoNormal">Ech kobiety, odwieczne <i style="">targowisko próżności. </i>Kiedy ja byłem w potrzebie, przygotowania zajęły mi z 15 minut, podstawowa toaleta, luźne spodnie, buty i w drogę, ku nieznanej otchłani (czytaj – ostry dyżur). Za to ona… ze względu na ogromny ból, była rozpieszczana przez cały czas, a to poduszkę, a to opatrunek, podać to podać tamto. Wiadomo – żeby jej było jak najwygodniej. Mimo własnej kontuzji, miałem okazję bezpośrednio się odwzajemnić. Za to przygotowania… Zajęły dobrą godzinę. Porządna kąpiel, olejki itp. Potem garderoba – kiedy już wybrała spódnicę – okazało się że najpierw ją sobie uprasuje <span style="font-family:Wingdings;"><span style="">J</span></span>. Na nic się zdały ostrzeżenia (czuję się jak weteran gipsu), żeby oszczędzała siły bo przydadzą się przez czas ewentualnego poruszania się o kulach.</p> <p class="MsoNormal">„Pan Czesio” wspomniany przy okazji relacji z mojej osobistej wizyty na oddziale chirurgii urazowej – po raz kolejny zachował się jak prawdziwy skończony burak. Wyrzucił mnie za drzwi i je prędko zatrzasnął – nie kłóciłem się, mimo że kiedy mnie gipsował – cały czas były otwarte. Przeszedł samego siebie usiłując, jak 5 letnie dziecko, zajrzeć Magdzie pod spódnicę. Giń swołoczy. Mówi się, że <b style="">każdy człowiek musi w życiu przeprowadzić jakąś swoją wojnę</b>. Cel mam, tylko środki które przychodzą mi do głowy – wszystkie łamią prawo. A terrorystą nie jestem.</p> <p class="MsoNormal">Przynajmniej chirurg okazał się mieć głowę na karku. Podobnie panie w gabinecie prześwietleń – pamiętały mnie, pomogły mi (hihi) pomóc Magdzie. Nie ma tego co za szczególnie chwalić – tak powinno być i dobrze że było.<o:p> </o:p></p> <p class="MsoNormal">Dobre rzeczy przytrafiają się pojedynczo, a wspaniałe hurtem. Od tej chwili spędzaliśmy ze sobą czas praktycznie całymi dniami. Sympatyczniej i wygodniej. Nawet jej mąż nie ma najmniejszych pretensji. I dobrze. Jeden gips już miałem, więcej nie chcę. Cieszę się, że się zaprzyjaźniliśmy, zajęło nam to jakieś 3 lata od kiedy się poznaliśmy. W podwójnym nieszczęściu możemy w towarzystwie Kubusia i innych, spędzać czas – bynajmniej nie leniwie. Zajęć i atrakcji jest co nie miara (takie proste rzymskie pragnienie „igrzysk i piwa”).</p><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/IMG_5288.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/IMG_5288.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1153474840846428812006-07-21T11:37:00.000+02:002006-07-22T20:05:11.820+02:00urazówka 1/2W związku z moją nagłą kontuzją "kostki" (silne skręcenie stawu skokowego), miałem przyjemność odwiedzić szpital chirurgii urazowej Św. Anny przy ulicy Barskiej. Moje oczekiwania odnośnie takiego miejsca zostały zmieszane z błotem od samego wejścia. Rejestracja jak za króla Mieszka, wszędobylska dezyinformacja. Ja rozumiem że pracownikom tego szpitala "się nie chce", bo podobno mało zarabiają... Szkoda że wszyscy siedzą w kieszeni firm farmaceutycznych (<span style="font-style: italic;">co jest tajemnicą poliszynela</span>) skąd dostają wszelkiego rodzaju bonusy, od drobiazgów, przez ubrania aż po wycieczki zagraniczne. No cóż, "takie życie" pomyślałem, kiedy kazano mi (wciąż z bolącą nogą) wędrować pomiędzy kolejkami przy co i raz innych okienek. Nawet nie zdziwiłem się kiedy tak zwany lekarz, nie umiał wywnioskować ze zdjęcia roentgenowskiego co mi właściwie dolega - prymitywna odpowiedź była prosta - GIPS. "Pan Czesio" z gipsowni, to chyba najmniej inteligentny <span style="font-weight: bold;">stwór </span>jakiego w życiu spotkałem, niemalże siłą wyrzucił mnie z gabinetu, jeszcze ze świeżutkim wilgotnym gipsem na nodze, tłumacząc że ma innych "klientów". Życzę mu przedzierania się przez tłum ludzi, z po raz pierwszy w życiu unieruchomioną nogą, skacząc od ściany do ściany.<br /><br />Z resztą - chyba dla nikogo to nie będzie nowość. "Służba zdrowia" - kojarzy mi się od <span style="font-style: italic;">daaawna</span> raczej ze <span style="font-style: italic;">"świnką morską"</span>, przecież to ani <span style="font-weight: bold;">świnka</span>, ani ona <span style="font-weight: bold;">morska</span>.<br /><br />Największe moje rozczarowanie tego dnia - kierowcy karetki, którzy przywieźli liczącą sobie pokaźną ilość wiosen panią. Po <span style="font-style: italic;">odbębnieniu</span> wizyty u chirurga, postawili ją razem z wózkiem w którym się poruszała - przed pustą ścianą i zajęli się <span style="font-style: italic;">swoimi sprawami</span> - opowiadali sobie aktualne wydarzenia ze świata polityki. Gdzie tu przysięga <span style="font-style: italic;">Hipokratesa</span>? A może wystarczy zwykłe współczucie? Pani z widocznymi siniakami, w podeszłym wieku - całe życie płaci na ten wasz burdel. Tak, nie boję się tak napisać. Jakby się wam chciało tak jak wam się nie chce, może by mi było wstyd tak określić wasze przedsiębiorstwo. Przekreśliliście moje wyobrażenie, że niesiecie pomoc, jak bańka mydlana pękło moje marzenie, że ja też kiedyś mógłbym w podobny sposób bezinteresownie pomagać - być w waszej skórze. Dotąd przechodził mnie dreszcz gdy myślałem o waszym odpowiedzialnym zadaniu, o tej presji i konsekwencjach. Teraz - panowie - po prostu wstydzę się za was. Za to że nie potrafiliście potraktować takiej pani jak człowieka. PRECZ chołoto.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/IMG_4741_filtered.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/IMG_4741_filtered.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />Jedyne co pozostaje do napisania - to nieoceniona pomoc oddanych przyjaciół, znalazły się kule dzięki którym (po dłuuuugim treningu - zdążyłem się opalić na pierwszym spacerze) mogłem się na ile pozwalały warunki - poruszać, było też towarzystwo, dzięki któremu nie pogrążyłem się w samotnej depresji. Psychiczna pomocna dłoń, dzięki której przezwyciężyłem niechęć do zastrzyków ze środka zapobiegającemu krzepnięciu krwi (czego nikomu nie życzę - nie jest to najmilsza rzecz na świecie). Wielkie dzięki. Jesteście super. To dzięki wam przestałem po pewnym czasie zwracać uwagę na problem którym jest usztywniona noga i poruszanie się o kulach w naszym warszawskim - nieprzystosowanym dla osób "niepełnosprawnych" środowisku.Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1148855781053143392006-05-29T00:34:00.000+02:002006-05-29T00:36:21.066+02:00Kod da Vinci (recenzja)<p style="font-style: normal;" align="justify" lang="pl-PL"> Zabójstwo w przestronnych wnętrzach paryskiego Luwru, poszlaki umieszczone przez samą ofiarę na obrazach Leonarda da Vinci, są kluczem do odkrycia religijnej tajemnicy, strzeżonej od dwóch tysięcy lat przez tajne stowarzyszenie, które może wstrząsnąć podstawami chrześcijaństwa. [...] (pełny tekst dostępny w dokumencie pod poniższym linkiem).<br /></p><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/artykuly/2006-05-19%20%5brecenzja%5d%20Kod%20da%20Vinci.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/pdf_icon.3.0.0.0.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1148455893503819052006-05-24T09:30:00.000+02:002006-05-24T10:42:09.996+02:00galeria fotoOd pewnego czasu zacząłem gromadzić zdjęcia które pstrykam. Zapraszam do "podziwiania". Wszelkie komentarze mile widziane. Piekielnie inteligentne <span style="font-weight: bold; color: rgb(102, 102, 102);">sarkastyczne </span>komentarze również przywitam z otwartymi rękami :P Rozwijam warsztat foto, staram się "atakować" dany temat w różnych momentach, po wnikliwej obserwacji zmienia mi się poczucie estetyki. Czasem ma to związek z moim humorem :) Dlatego kolekcja może dynamicznie i bez zapowiedzi się zmieniać. Zostaliście ostrzeżeni.<br /><br /><a href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/zdjecia/">link do galerii</a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1148364573647025952006-05-23T08:03:00.000+02:002006-05-23T21:01:39.416+02:00Plan doskonały (recenzja)Wyobraźcie sobie film o napadzie na bank. Można pomyśleć - nuda. Było wiele razy w różnych formach, obsadach i smakach. A co jeśli to kradzież która trwa 2 godziny i nic w jej efekcie z banku nie ginie? Nie osądzajmy przestępstwa powierzchownie. Co więcej – przez cały czas trwania odsłaniane są kolejne fragmenty misternie opracowanego planu akcji. Kontekstem całości jest wielokulturowa metropolia – Nowy Jork. Cały czas toczy się w niej życie – nie zwalnia nawet na chwilę. [...] (pełny tekst dostępny w dokumencie pod poniższym linkiem).<br /><br /><a class="sdfootnotesym" name="sdfootnote1sym" href="http://miszer.blogspot.com/#sdfootnote1anc"></a><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/artykuly/2006-05-13%20%5Brecenzja%5D%20Plan%20Doskona%B3y.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/pdf_icon.3.0.0.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1147675535337240542006-05-15T08:12:00.000+02:002006-05-15T10:38:48.436+02:00Juwenalia warszawskie 2006Warszawskie juwenalia (sobota 13 maja) a konkretnie ich odmiana ursynowska - ursynalia. Impreza "studencka" plenerowa (czytaj: kiełbaski, piwo i duuuuuużo wolnej przestrzeni na trawie). Całość na odległym terytorium kampusu SGGW.<br />Najpierw o 16:00 grali Indios Bravos, ale to nie oni zmusili mnie do wykombinowania fortelu i przebiegłego wejścia na imprezę "studencką". Udało się to za to chłopakom z <span style="font-weight: bold;">HappySad</span> :) Na paluszkach przez kontrolę (hehe, niemieckie glany podkute miedzianą blachą, robią swoje!), dowód osobisty z zasłoniętą kciukiem datą urodzenia, po kompletnym przeszukaniu - udało się!!! oj taaaak o 19 się dopiero zaczęło. Właśnie tego mi było potrzeba. Warto było przyjść wcześniej - utorować sobie drogę i miejsce. Wielkich tłumów nie było, ale cały teren zapełnił się niemal po brzegi.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000013.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000013.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />zaczęło się niewinnie, od najpopularniejszej piosenki "Miłość". Potem poleciały pozostałe przeboje. Całość wzbogacona przerwą techniczą bo usmażyli piec. Nie udeżyła im woda sodowa do głowy, więc frontman pogadał trochę z publicznością (hehehe, wiem - bo w pierwszym rzędzie stałem)!!! Emocjom nie trzeba było pomagać - cały koncert HappySad, jak i poprzedzających - Indios Bravos - odbył się przy minimalnym oświetleniu dodatkowym. Emerytom z Lady Pank musieli błyskać i dym puszczać :) a i o fajerwerkach nie zapomnieli. nic z tego - mnie i tak nie ruszyli.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000008.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000008.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />...a potem towarzystwo się rozruszało i <span style="font-style: italic;">się zaczęło</span>...<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000012.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000012.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />... więc szkoda było nie użyć sobie i odprężyć podczas pogowanych przepychanek pod sceną!!! moje glany znalazły wreszcie po latach jakieś zastosowanie! Zespół rozgrzał publiczność do czerwoności, nawet ochroniarze się uśmiechali. No może nieco mniej, kiedy sporadyczne przy Indios Bravos <span style="font-style: italic;">wypływanie</span> ludzików niesionych na rękach tłumu "pod scenę" wzmogło się do nieprzerwanego potoku - nawet po kilku na raz.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000009.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000009.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />jako wierni słuchacze nie puściliśmy zespołu do domu, musieli bisować, a jak!!! dopiero gdy <span style="font-style: italic;">frontman</span> zamarudził że ma dość i są zmęczeni, w drodze łaski pożegnaliśmy ich długimi oklaskami.<br />potem już tylko zostało się zrelaksować i zregenerować wykorzystując złocisty napój bogaty w witaminę B i zawierający dużą dawkę kalorii. (od lewej - wilq, JA, ksyś, tysia, aśka "co gada", jeszcze gdzieś więcej ludzików było - których też nie za bardzo znam, ale zmyli się z kadru). Oblepieni pyłem z klepiska przed sceną, oddajemy się rzymskiej rozkoszy (chcieliśmu <span style="font-style: italic;">igrzysk i piwa</span>). się chce, się ma.<br />W planie imprezy był jeszcze Lady Pank, ale potrzeba zdobycia w dzikich warunkach ursynowa - jakiejś żywności, okazała się ważniejsza. Potem Dżem, szkoda że wzmógł wiatr i zaczęło padać... to tyle z Dżemu.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000005.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000005.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />spoko impreza, <span style="font-weight: bold;">kto nie był niech żałuje</span>. powrót do domu umilili nam łobuzujący Legioniści wracający do domów po przegranym meczu z którymś tam poślednim zespołem. Zdjęć nie ma. Szkoda sprzętu, zębów i życia.<br /><br />ps. Kubuś też tam był - tylko zdjęcia robił :) osobę z akredytacją prasową od organizatora juwenaliów (dla ułatwienia - <span style="font-weight: bold;">ten zza barierki z kamerą</span>), proszę koniecznie o kontakt!!!<br /><br />wykorzystane zdjęcia są autorstwa Kuby, oczywiście za jego zgodą oraz zdecydowanym sprzeciwie. <a href="http://thane.xt.pl">link do jego galerii</a> <span style="font-weight: bold;">warto przejrzeć</span>!Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1145141508160819402006-04-16T00:32:00.000+02:002006-05-24T09:08:50.863+02:00plener foto, park SowińskiegoW ramach zabijania wszechobecnej świątecznej nudy, udaliśmy się <span style="color: rgb(102, 0, 0);">osiedlową </span>paczką na spacer do parku <span style="color: rgb(102, 0, 0);">Sowińskiego </span>na warszawskiej woli. Południowa mini-depresja spowodowana przelotnymi deszczami, szybko minęła - urządziliśmy sobie relaksującą sjestę, wypad udał sie wspaniale. Produktem końcowym są poniższe zdjęcia, oto ekipa wariatów, zwana czasem pieszczotliwie - <span style="color: rgb(102, 0, 0);">czterech jeźdźców apokalipsy</span>...<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/IMG_0148.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/IMG_0148.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><span style="color: rgb(0, 0, 102);">thane<br /><br /></span><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/IMG_0160.0.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/IMG_0160.0.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><span style="color: rgb(0, 0, 102);">tysia</span><br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/IMG_0177.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/IMG_0177.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><span style="color: rgb(0, 0, 102);">ksyś</span><br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/49.0.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/49.0.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><span style="color: rgb(0, 0, 102);font-size:100%;" >ja <span style="color: rgb(0, 0, 0);">też tam byłem, tylko zdjęcia robiłem!</span></span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1141593650981476062006-03-21T12:00:00.000+01:002006-03-21T00:16:53.186+01:00z biblioteki publikacji...<span style="font-weight: bold;font-family:arial;font-size:130%;" >Informatyk, czyli kto?</span><br /><p class="western" style="margin-left: 0.26cm; margin-right: 0.33cm;" align="justify" lang="pl-PL"><span style="color: rgb(0, 0, 128);"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"><span style="font-size:85%;"><i><b>credo:</b> Ile osób jeździ samochodami, a ilu z nich określamy mianem dobrych kierowców – czyli o zatraceniu znaczenia słowa „informatyk” we współczesnym zdigitalizowanym społeczeństwie.<a class="sdfootnoteanc" name="sdfootnote1anc" href="#sdfootnote1sym"></a></i></span></span></span></p> <div style="text-align: justify;">W każdej szkole, podstawówce, gimnazjum czy nawet na humanistycznych studiach, wykorzystuje się minimalną linię oporu – informatyka jest przedmiotem na którym zmusza się młodzież do posługiwania się „na ocenę” popularnymi programami między innymi do pisania tekstów, czy wykonywania prostych rysunków. Jest to wiedza którą bez zbędnego przymusu można zdobyć czytając odpowiednią książkę a obecny stopień przyjazności tego typów programów, pozwala mi sądzić,że można je zacząć używać nawet przy minimalnej styczności z nimi, wyszukując za każdym razem potrzebne opcje. Jeśli dano by mi jakiś wybór – nazwa zmieniłaby się na „użytkowanie komputera”. To zdecydowanie lepiej oddaje charakter zajęć z które obserwuję od dłuższego czasu. [...] (pełny tekst dostępny w dokumencie pod poniższym linkiem). <a class="sdfootnotesym" name="sdfootnote1sym" href="#sdfootnote1anc"></a><br /></div> <div id="sdfootnote1"> </div> <a href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/artykuly/2005-11-12%20%5bartyku%b3%5d%20-%20Informatyk,%20czyli%20kto.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/pdf_icon.3.0.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><div style="text-align: justify;"><span style="color: rgb(0, 102, 0);"><span style="color: rgb(102, 0, 0);">ostrzeżenie: Artykuł wbrew pozorom nie cechuje moja wrodzona lekkość wypowiedzi :) ten jest <span style="font-weight: bold;">ciężki</span> i <span style="font-weight: bold;">trudny</span>, wszystko przez długi czas jego powstawania (3 miesiące!!!) - obiecuję, że kolejne nie będą aż tak skomplikowane.</span></span><br /></div><div style="text-align: justify;"><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;">polecam:</span> <a href="http://www.gogolek.com/dydaktyka/Prezentacje%20PI.html">Prezentacja "Podstaw Informatyki" prof. Włodzimierza Gogołka</a> (fajnie że moje zdanie nie jest odosobnione)...<br /></div>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1141930803951307042006-03-09T19:57:00.000+01:002006-03-09T22:42:09.936+01:00na to Warszawa nie zasłużyła? (cz. 2)<div style="text-align: left;"><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/09-03-06_1709.jpg"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/09-03-06_1709.jpg" alt="" border="0" /></a><span style="font-size:85%;">...powróćmy po raz kolejny w okolicę "niekończących się remontów"... obiecanych ekip kontynuujących prace, jak nie było tak nie ma. Znów do pokazania zostaje wyłącznie zjawisko naturalne. Rajcowie stolicy prawdopodobnie narzekają na pogodę, bo śnieg sie trzyma nieźle - a wnioskując stopień zaawansowania oczyszczenia ulic (uwaga - CHODNIKÓW) - trwa nerwowe oczekiwanie nadejścia wiosny - w końcu <span style="font-style: italic;">siły natury w służbie społeczeństwu.</span></span><br /></div>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1141768398557059052006-03-07T22:52:00.000+01:002006-03-09T23:32:05.790+01:00na to Warszawa nie zasłużyła?<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/07-03-06_1701.0.jpg"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/07-03-06_1701.0.jpg" alt="" border="0" /></a><span style="font-size:85%;">Remonty tu remonty tam... ulica Górczewska... przechodzę przez nią codziennie i zmienia się wyłącznie pogoda.</span><br /><span style="font-size:85%;">Jako mieszkaniec - szczerze nie obchodzi mnie wielka kłótnia między miastem a firmą robót drogowych. Mimo że mróz i ślisko, a śnieg leży po samą szyję - istnieje mnóstwo powodów do ponarzekania! Ale tylko spójrzmy na naszą okolicę. Dowodów daleko szukać nie trzeba... Zamiast narzekać, spróbujmy działać - promujmy własną okolicę, niech stanie się chlubą miasta... więcej w następnym odcinku.</span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1141121702773116352006-02-28T11:10:00.000+01:002006-03-09T21:53:28.883+01:00miejsce na mapie...<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/F1000006.0.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/F1000006.0.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br /><span style="font-style: italic;font-size:85%;" class="style1" >"[...] tu strach bokiem przemyka,<br />miedzy chwilą a chwilą,<br />ciszy usta zatyka,<br />tu wstyd twarz swą zakrywa,<br />czerwoną jak wino,<br />między kolana łeb wpycha,<br />to miejsce na mapie,<br />tu gdzie kończy się papier,<br />gdzie farba się zmywa -<br /><br />Polska się nazywa"<br /><br /></span><span class="style1" style="font-size:85%;"><span style="font-weight: bold;">Happysad</span>, "Miejsce na mapie"</span><span style="font-style: italic;" class="style1"><br /></span><span style="font-style: italic;"> </span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1139176057936701862006-02-05T22:39:00.000+01:002006-02-06T11:05:12.073+01:00okiem widza...<span style="font-weight: bold;">wątpię</span>, ale cała sytuacja (<span style="font-style: italic;">hype</span> wokól osoby CN) zdecydowanie przerasta swoją abstrakcyjną formą zakres mojego pojęcia i rozumienia...<br /><br />Przy ulicy Nowowiejskiej - w pobliżu Politechniki Warszawskiej (zmierzając w kierunku stacji metra), można zrobić zakupy w jednym z wielu mieszczących się tam sklepów <span style="font-style: italic;">sportowych</span>, jak zapewniają sprzedawcy - bożyszcze internautów polskich - pan CN robi zakupy tylko u nich.<br /><br />o już coś widać:<br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/05-02-06_1440.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/05-02-06_1440.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />podejdźmy bliżej:<br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/05-02-06_1441.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/05-02-06_1441.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />o rety! a jednak to prawda.<br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/05-02-06_1442.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/05-02-06_1442.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />smutne to.Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1139096918925019972006-02-05T00:28:00.000+01:002006-02-05T00:49:45.100+01:00...sens życiaCzęsto zadajecie mi nudne pytanie: "czy jesteś szczęśliwy?", albo jeszcze gorsze - "co wyznacza twój sens życia?". O TAK - nie mam siły ciągle odpowiadać, nawet zmyślanie odpowiedzi nie przynosi mi już przyjemności. Bez zgłębiania bliżej niezrozumiałych pewnie dla wszystkich szczegółów - mój sens życia znajduje się w prostym pudełeczku. Oto ono:<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/03-02-06_2010.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/03-02-06_2010.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />Trzeba tylko przestrzegać parę zasad (zgodnie z dołączoną instrukcją obsługi):<br /><br /><span style="font-weight: bold;">W RAZIE UTRATY SENSU ŻYCIA<br /></span>1. polizac palec<br />2. zanurzyć palec w "sensie życia"<br />3. polizać palec<br />4. cieszyć się powrotem sensu życia<br /><br />Trzymam pudełko w kuchni. Prawda, że dobrze mieć <span style="font-weight: bold;">sens życia</span> zawsze pod ręką, by móc z niego skorzystać w chwili słabości. Często mogę sobie pomyśleć - tak! wiem gdzie jest <span style="font-weight: bold;">sens życia</span> :) Popatrzcie sami jakie to oczywiste i proste.<br /><br /><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;">Uwaga: minister zdrowia ostrzega - sens życia jest środkiem silnie uzależniającym, należy kierować się zdrowym rozsądkiem i umiarem przy codziennym używaniu, a najlepiej korzystać wyłącznie w nagłych przypadkach!<br /><br /></span><span style="color: rgb(0, 0, 0);">ps. sens życia otrzymałem w prezencie od Kuby Tokarskiego :)</span><span style="color: rgb(0, 102, 0); font-weight: bold;"><br /></span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1138882899637051552006-02-02T13:20:00.000+01:002006-02-05T09:27:54.653+01:00przypadki chodzą po ludziach cz. 2Chyba jednak to <span style="font-weight: bold;">ludzie chodzą po przypadkach</span>. Kolejny zakup w EMPiK'u przy ul. Marszałkowskiej. Wybór tym razem padł na film <span style="font-style: italic;">Star Trek: Insurrection</span> (<span style="font-style: italic;">Special Edition)</span>. Tknięci przeczuciem - otworzyliśmy. Obwoluta tego wydania jest w porządku, ale zarówno wewnętrzne pudełko jak i nadruk na płytach są wykonane (edycja specjalna, to edycja specjalna :)) - po włosku. Jak zwykle - był to jedyny egzemplarz tego wydania który mielina stanie. Wielkie brawa dla pracownika w informacji, który podszedł to sytuacji bardzo otwarcie i z bystrością poligloty wskazał dwa napisy na okładce (<span style="font-style: italic;">lingua: Inglese</span>, oraz drugi - <span style="font-style: italic;">sottotitoli: Polacco</span>). BINGO. Przekonał nas.<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/insurrection.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/insurrection.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1138621289418195512006-01-30T10:50:00.000+01:002006-02-05T09:15:18.003+01:00przypadki chodzą po ludziach cz. 1... czy ludzie chodzą <span style="font-style: italic;">po przypadkach</span>. Wczoraj z moim przyjacielem przlecieliśmy jak tornado przez EMPiK przy ul. Marszałkowskiej wybraliśmy same smakołyki, trafił się rarytas, rzadko dostępny w dzisiejszych czasach: ścieżka dzwiękowa z filmu Blade Runner (pol. Łowca androidów). Po długotrwałym i przejmującym wprowadzeniu (<span style="font-style: italic;">delektowanie douszne</span> dźwiękami stworzonymi przez Philipa Glass'a, uzupełniającym trylogię <span style="font-weight: bold;">*qatsi</span> - wrażenia przy okazji<span style="font-style: italic;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-style: italic;"></span></span></span>) postanowiliśmy sięgnąć po płytę z <span style="font-style: italic;">klasyką elektronicznej muzyki. </span>Oczywiście w napędzie znalazł się "Blade Runner". O święta naiwności. Myślałem że przyjaciel zrobił (niezły nawet) dowcip i podmienił w chwili nieuwagi płytę na <span style="font-style: italic;">cokolwiek</span> znajdujące się w zasięgu ręki. Powagę sytuacji zrozumiałem dopiero, kiedy dostrzegłem jego równie szczere zdziwienie. Płyta, mająca wszystkie cechy oryginalnej, posiadająca odpowiednie hologramy, prawdziwą okładkę oraz fabrycznie naniesiony nadruk, okazała się <span style="font-style: italic;">nie-do-końca</span> tym czego oczekiwaliśmy.<br /><br />tak wygląda oryginalna płyta:<br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/29-01-06_1852.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/29-01-06_1852.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br />a to jest jej rozpoznana przez program zawartość (The Transplants), z resztą zgodna z tym co jest z tej płyty odtwarzane:<br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/1600/screen-blade_runner.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/screen-blade_runner.jpg" alt="" border="0" /></a><br /><br /><span style="color: rgb(102, 0, 0); font-weight: bold;">ps. niezły rarytas kolekcjonerski.</span>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1137972219207910572006-01-23T00:22:00.000+01:002006-01-23T00:30:12.410+01:00z archiwum polskiego jazzu (7/7)a teraz dla relaksu, bajka - delikatna <span style="font-style: italic;">dobranocówka</span> z przymrużeniem oka...<br /> <a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/artykuly/2001-06-01%20%5besej%5d%20Bajka.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/pdf_icon.6.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-20973609.post-1137972151071941002006-01-23T00:21:00.000+01:002006-01-23T00:30:32.356+01:00z archiwum polskiego jazzu (6/7)teraz trochę psychodelicznych klimatów, niepokój wewnętrzny i ryzyko życia "po swojemu". Oto przed wami <span style="font-style: italic;">Inwazja Ludzi Pierogów:<br /></span><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://do.id.uw.edu.pl/%7Emisza/artykuly/2000-01-01%20%5besej%5d%20InwazjaLudziPierogow.pdf"><img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5290/2116/320/pdf_icon.5.jpg" alt="" border="0" /></a>Miszahttp://www.blogger.com/profile/05727731041719517432noreply@blogger.com